Relacja z wyprawy do Turcji
Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18
2005.10.03 Dzień 9 poniedziałek
Wstajemy niespiesznie. Plan jest aby zobaczyć twierdzę (kale) w Uchisar i dostać się do podziemnego miasta Derinkuyu (45km od Goreme). Do Uchisaru chcemy dojść piechotą, jest to 6km. Idziemy wzdluż Doliny Gołębi i podziwiamy widoki oraz panoramę Goreme.
Do zamku podchodzimy od strony Goreme uliczkami Uchisaru i zaczynami się na niego wspinać. W pewnym momencie okazuje się, że… ominęliśmy kasy :). Jak wynika z porzuconym na ziemi biletów - zaoszczędziliśmy 2,5 YTL. Z góry Uchisar, dolinę Goreme i jej okolice. Zejść postanawiamy z jakąś wycieczką, żeby się nie rzucać w oczy. Przyjeżdża autobus Niemców i plan jest, żeby zejść z nimi, ale się ociągają, więc schodzimy z jakąś parą Japończyków, w końcu jednak praktycznie sami. Kasjer przy zejściu coś do nas mówi, i już trochę spanikowałem, ale okazuje się, że mówi tylko, że przejścia tędy nie ma i trzeba zejść przez jaskinię parę metrów dalej.
Z Uchisaru wychodzimy na drogę do Nevsehiru i Michał siada udając zmęczonego :), a ja zabieram się za łapanie stopa. Po 20 minutach zatrzymują się babcia z dziadkiem, którzy jadą do Nevsehiru. Miasto okazuje się być całkiem inne od tego, które zapamiętałem wczesnym rankiem, gdy tu jechaliśmy. Wtedy wyglądało jak jakieś miasteczko widmo z westernu, a teraz tętni życiem. Wychodzimy na drogę wyjazdową do Derinkuyu. Łapanie kogokolwiek tutaj idzie ciężko, choć droga bardziej ruchliwa. W końcu po 35 minutach machania zatrzymuje się TIR. Kierowca oczywiście nie mówi po angielsku. Mówi po niemiecku, bo chyba, jak większość Turków, pracował kiedyś w Niemczech. Jedzie daleko na południe, ale przez Derinkuyu. Wysadza nas przed miasteczkiem. Do podziemnego miasta mamy, jak się okazuje, jeszcze niezły kawałek piechotą. Przychodzimy tam na 15 minut przed zamknięciem wejścia. W środku okazuje się, że zwiedzania nie ma za wiele, a zapłacony wstęp (10 YTL) jest nieuzasadnienie wysoki. Wieliczka za tę samą cenę jest 100 razy lepsza. Wyłazimy z miasta i trochę panikujemy, bo zaraz zajdzie słońce, więc jak najszybciej chcemy dostać się na przedmieścia.
Udaje się nam zatrzymać weterynarza w nowym Peugocie, i już po 20 minutach jesteśmy w Nevsehirze. Tam wychodzimy na drogę wyjazdową i łapiemy dolmusza do Goreme za 1 YTL. Idziemy przez centrum i rozprawiamy, że wypadałoby się wybrać na jakiegoś taniego kebapa, gdy nagle słyszymy “o jak miło słyszeć Polski”. Poznajemy Agnieszkę, która przyjechała tu z kolegą i koleżanką i też szuka miejsca, gdzie może coś zjeść. Idziemy do knajpy polecanej wczoraj przez Lukasa. W środku spotykamy Tala i jego brata. Siadamy przy złączonym stoliku, zamawiamy jedzenie i gaworzymy. Tal pyta barmana o backgammona, ten mówi, że nie ma, ale po chwili wyczarowuje zza jakiejś zasłony planszę. Zaczynamy grać, pojawia się kolega Agnieszki, któremu tłumaczymy zasady. Przegrywam z Talem, później Michał przegrywa z jego bratem, później przegrywa z Talem i ja gram rewanż z Talem. Na końcu Tal ma jedną możliwość, żeby wygrać - musi wyrzucić dwie szóstki, jeśli tego nie zrobi - przegra. Rzuca kostkami, jedna zatrzymuje się na 6. Druga wiruje na kancie w jakiś nieprawdopodobny sposób. Wiruje tak dobre pięć sekund i… zatrzymuje się na 6. Niewiarygodne - i nikt nie może uwierzyć - przegrałem. Widać tak miało być - przeznaczenia nie oszukasz. Może się zrewanżuję w Olimposie, bo Tal też tam jedzie. Opowiadam im o Krakowie i zachęcam do przyjazdu. Na koniec pokazujemy Agnieszce, gdzie jest budka telefoniczna i zmykamy do naszej jaskini. Podliczamy fundusze i okazuje się, że jest krucho. Trzeba definitywnie zacząć oszczędzać. Problem jest taki, że tam gdzie zazwyczaj płacimy (czy to za pokój czy to za przejazd) albo nie można płacić kartą, albo “chwilowo” nie działa terminal :). No nic - zobaczymy jak to będzie. Mniej więcej połowa podróży za nami. Dużo się zdarzyło i dobrze, bo tego mi było trzeba i to miałem na myśli kiedy mówiłem “czas ruszyć świat bo mnie nosi… po przygodę”.
Nawigacja: poprzednia strona « » kolejna strona
Super się czyta!! Bardzo fajny opis podróży, aż się chce pojechać do Turcji. Szkoda tylko, że tak mało zdjęć….
osito1963 dodał komentarz 29 sierpnia 2007 o 11:37
Nieco więcej zdjęć znajduje się w podlinkowanej galerii. Zapraszam!
Greg dodał komentarz 29 sierpnia 2007 o 11:39
hej! jaki był m.w. koszt Waszej wyprawy w EUR? wydaje mi się, że operowaliście środkami w podobny sposób jak ja bym to zrobiła.biorę oczywiście poprawkę na różnicę dwóch lat..
BTW: relacja bardzo fajna ;), zdjęcia ludzi-szacunek :))))!
ola dodał komentarz 31 października 2007 o 18:03
Witam. Nie bylo to wiecej niz 300-350 euro (wraz z dojazdem). Nie pamietam juz w tej chwili, ale stawiam na okolo 300 euro. Wiekszosc cen jest w relacji, wiec latwo jest skalkulowac. Wez jednak pod uwage, ze mielismy maksymalnie budzetowy dojazd
Greg dodał komentarz 1 listopada 2007 o 12:03
no wiem;) mniej więcej w podobny sposob jechałam na Krym i dało rade!
Serdeczne dzieki za informacje. Mam nadzieje, ze moja relacja za pare miesiecy też bedzie taka ciekawa
ola dodał komentarz 1 listopada 2007 o 13:17
Powodzenia. Daj znac, gdzie bedzie mozna poczytac!
Greg dodał komentarz 1 listopada 2007 o 13:32