Relacja z wyprawy do Turcji
Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18
2005.09.30 Dzień 6 piątek
Ostatni dzień tej części pobytu w Stambule zaczął się bardzo słonecznie, tak jak przewidywałem. Zaczęliśmy od wizyty w przychodni z mają nogą do kontroli. W przychodni straszny ruch a przed drzwiami gabinetu tłoczą się ludzie. Doktor czasem wchodzi do gabinetu, wtedy kogoś przyjmuje i znowu znika na dłuższą chwilę w swoim biurze. Spotykam pielęgniarkę, tę co ostatnim razem i ona każe mi czekać. Na lekarza czeka jeszcze Turek w moim wieku i ok. 40-letnia kobieta, którzy się kłócą. Po chwili okazuje się, że Turek zna angielski i po wytłumaczeniu mu sprawy mojej nogi pomaga mi jako tłumacz u lekarza. Mówi też, że kobiet, z którą się kłóci robi problemy, bo pcha się bez kolejki. Lekarz zmienia mi opatrunek i mówi, że wszystko OK, każe smarować to czymś antybakteryjnym. Dziękuję mu, uściskuję rękę i znikamy z przychodni. Nasze plecaki zostawiliśmy w hotelu wcześniej (recepcjonista wyciskał nas na pożegnanie, bo zmykał dzisiaj do domu) więc mamy jeszcze dzień zwiedzania. Wybór pada na most Bosfor i europejski brzeg zatoki razem z naszą siedzibą Sułtanów - pałacem Dolmabahce.
Okazuje się, że tramwaj zamiast jechać tak jak na rozkładzie w środku pod sam plac zatrzymuje się na przystanek przed i… niespodziewanie zaczyna wracać. Zaskoczył nas skubaniec. Wysiadamy na następnym i mamy do przejścia 2 przystanki do pałacu a później drugie tyle do mostu Bosfor. Droga jest monotonna, a od pewnego momentu po lewej stronie ściana jest udekorowana wystawą “z życia Ataturka”. “Wódz wśród ludzi”, “Wódz przemawia”, “Wódz z karabinem” itd. Sam pałac z zewnątrz prezentuje się nieźle, ale do środka nie wchodzimy, bo drogo (18YTL+6 za aparat). Niedaleko mostu nad samym Bosforem znajduje się meczet, który jest kresem naszej wędrówki.
Tam przysiadamy na chwilę, dookoła kręci się dużo uczniów (chłopcy w krawatach a dziewczyny w czarnych rajstopach i szarych spódnicach, i tu i tu białe koszule). Wracamy autobusem, po drodze robię zrzut karty na CD i coś jemy. Zabieramy plecaki i zmykamy na dworzec autobusowy.
Dworzec to osobna historia. Z metra wychodzi się dokładnie na jego środku. Jest to plac mniej więcej wielkości krakowskiego rynku ze stacją metra na środku jak Sukiennicami. Dookoła, tam gdzie w Krakowie są kamienice, tutaj znajdują się biura przewoźników autobusowych. Biur jest ze 170 a w każdym od 1-kilku przewoźników. Każde biuro ma swój numerek. Przed drzwiami stoją naganiacze i wykrzykują nazwy miast, do których odjeżdżają.
Znajdujemy kilka do Goreme (34 - 40 YTL). Wybieramy Neveshir bo w innych goście jakoś ściemniają dziwnie, autobus ma wyjechać o 20:30 i kosztuje 38 YTL, nic się skubaniec nie chce targować. O 20:30 odjeżdżamy do Goreme. W autobusie koleżka Turek - bardzo przyjazny gość - obdarował parę siedzącą za nim skarpetkami a następnie proponuje mi swoją gazetę. Niestety po turecku więc odmawiam. Ze Stambułu wyjeżdżamy parę godzin i nie chodzi o to że jest korek, bo wcale go nie ma. Chodzi raczej o to, że to miasto jest gigantyczne. Jeszcze czegoś tak wielkiego nie widziałem. Chwilę za Stambułem zasypiam.
Nawigacja: poprzednia strona « » kolejna strona
Super się czyta!! Bardzo fajny opis podróży, aż się chce pojechać do Turcji. Szkoda tylko, że tak mało zdjęć….
osito1963 dodał komentarz 29 sierpnia 2007 o 11:37
Nieco więcej zdjęć znajduje się w podlinkowanej galerii. Zapraszam!
Greg dodał komentarz 29 sierpnia 2007 o 11:39
hej! jaki był m.w. koszt Waszej wyprawy w EUR? wydaje mi się, że operowaliście środkami w podobny sposób jak ja bym to zrobiła.biorę oczywiście poprawkę na różnicę dwóch lat..
BTW: relacja bardzo fajna ;), zdjęcia ludzi-szacunek :))))!
ola dodał komentarz 31 października 2007 o 18:03
Witam. Nie bylo to wiecej niz 300-350 euro (wraz z dojazdem). Nie pamietam juz w tej chwili, ale stawiam na okolo 300 euro. Wiekszosc cen jest w relacji, wiec latwo jest skalkulowac. Wez jednak pod uwage, ze mielismy maksymalnie budzetowy dojazd
Greg dodał komentarz 1 listopada 2007 o 12:03
no wiem;) mniej więcej w podobny sposob jechałam na Krym i dało rade!
Serdeczne dzieki za informacje. Mam nadzieje, ze moja relacja za pare miesiecy też bedzie taka ciekawa
ola dodał komentarz 1 listopada 2007 o 13:17
Powodzenia. Daj znac, gdzie bedzie mozna poczytac!
Greg dodał komentarz 1 listopada 2007 o 13:32