Relacja z wyprawy do Turcji
Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18
2005.09.29 Dzień 5 czwartek
W nocy budzę się parę razy bo leje. Rano bez zmian. Twardo postanawiamy ruszyć na miasto, jednak zaraz po wyjściu ulewa wypycha nas do pobliskiej bramy w celu zmuszenia nas do powtórnego przemyślenia decyzji.
Podtrzymujemy - mury Konstantynopola. Na miejsce docieramy tramwajem i wysiadamy na ogromnym placu budowy w dodatku deszcz sprawia, że miejscami nie da się inaczej niż przez wielkie błotne kałuże.
Kierujemy się wzdłuż murów na północ trafiając do dzielnic biedoty. Stambulskie slumsy.
Nie ma tu za wiele turystów, w sumie wcale nie ma. W zagłębieniu muru grupa ludzi grzeje się przy czymś co przypomina mały koksownik. Kawałek dalej wspinamy się na mur, widok jest super, mimo zacinającego deszczu i wiatru udaje się zrobić parę zdjęć.
Złazimy na dół i dochodzimy wzdłuż murów do zatoki Złotego Rogu, tam wsiadamy w wodny autobus, taki niemały prom pływający po zatoce (cena 1 YTL, jak za tramwaj) i dopływamy do mostu Galata.
Stamtąd idziemy do tej samej co wczoraj restauracji tym razem próbując ich pizzę (pida) i zupę. Całkiem OK. Kelner tak jak ostatnio na koniec polewa nam ręce tymi ichnimi wodami kolońskimi, zaczyna mi się ten zwyczaj podobać. Kelner poznał nas i cały czas robi jakieś kawały i żartuje. Spoko atmosfera.
Druga część dnia to wyprawa do dzielnicy Beyoglu. Po drodze spotykamy parę Polak i Polka, którzy rano błądzili po mieście w poszukiwaniu hotelu i pytali nas o drogę.
Świat jest jednak mały. Kończą już podróż po Turcji i podczas rozmowy przerywanej pociąganiem winka, które noszą za sobą Marcin i Kaśka tłumaczy nam gdzie byli i co wg nich warto zobaczyć. Bierzemy namiary na nocleg w Kapadocji w Goreme. Po pól h pogawędki rozchodzimy się. Kontynuujemy wspinaczkę na Beyoglu. Sama dzielnica, tak jak mówią przewodniki bardzo europejska. Zahaczamy o sklep muzyczny, gdzie zaopatruję się w płytkę z ciekawą muzyką - taki nowoczesny trochę transowy turecki folk. Przemierzamy główny deptak Istiklal. Na jego końcu mają się mieścić siedziby firm autokarowych gdzie chcemy zapytać o bilet do Goreme. Ale co pytamy to odsyłają nas do następnej, w końcu po 6-ciu odesłaniach znajdujemy, ale drogo - 38YTL. Jutro będziemy szukać taniej na dworcu. W ogóle coś mało z nich jeździ do Kapadocji. Zaczynamy wracać, powrót jest długi i męczący, bo prawie odpadają mi już nogi. Próbujemy wejść na gapę na przystanek tramwaju, ale to się nie udaje. Dojeżdżamy na Sultanhamet i schodzimy do hotelu. To był męczący dzień, ale przynajmniej po południu nie padało. Mam nadzieję, że jutro będzie ładnie. Powiem więcej - mam przeczucie, że na pewno będzie!
Nawigacja: poprzednia strona « » kolejna strona
Super się czyta!! Bardzo fajny opis podróży, aż się chce pojechać do Turcji. Szkoda tylko, że tak mało zdjęć….
osito1963 dodał komentarz 29 sierpnia 2007 o 11:37
Nieco więcej zdjęć znajduje się w podlinkowanej galerii. Zapraszam!
Greg dodał komentarz 29 sierpnia 2007 o 11:39
hej! jaki był m.w. koszt Waszej wyprawy w EUR? wydaje mi się, że operowaliście środkami w podobny sposób jak ja bym to zrobiła.biorę oczywiście poprawkę na różnicę dwóch lat..
BTW: relacja bardzo fajna ;), zdjęcia ludzi-szacunek :))))!
ola dodał komentarz 31 października 2007 o 18:03
Witam. Nie bylo to wiecej niz 300-350 euro (wraz z dojazdem). Nie pamietam juz w tej chwili, ale stawiam na okolo 300 euro. Wiekszosc cen jest w relacji, wiec latwo jest skalkulowac. Wez jednak pod uwage, ze mielismy maksymalnie budzetowy dojazd
Greg dodał komentarz 1 listopada 2007 o 12:03
no wiem;) mniej więcej w podobny sposob jechałam na Krym i dało rade!
Serdeczne dzieki za informacje. Mam nadzieje, ze moja relacja za pare miesiecy też bedzie taka ciekawa
ola dodał komentarz 1 listopada 2007 o 13:17
Powodzenia. Daj znac, gdzie bedzie mozna poczytac!
Greg dodał komentarz 1 listopada 2007 o 13:32