Relacja z wyprawy do Turcji
Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18
2005.09.28 Dzień 4 środa
Rano budzę się z mocnym postanowieniem wydobycia resztek robala z nogi. Próby na własną rękę spełzają na niczym, scyzoryk nie daje rady. Podobnie pęsetą i igła recepcjonisty. Idziemy do apteki, podobno personel tam ma być pomocny. W pierwszej aptece pomoc sprowadza się do zaproponowania kupna pęsety. Dzięki, nie skorzystałem. To mniej więcej podobnie jakby przyjść tam z nogą z gangreną - zaproponowaliby kupno kupno piły do amputacji? W drugiej aptece kierują nas do szpitala, a tam odsyłają za zaułek. “Za zaułkiem” okazuje się być przychodnia, taka zupełnie w polskim stylu - długie kolejki i bałagan. Nikt nie mówi dobrze po angielsku. Pielęgniarz każe czekać na lekarza 10 minut. Czekamy 30 i nic. Łapię jakąś pielęgniarkę, której na migi pokazuję w czym problem, ona woła lekarza - chyba szefa tego przybytku, bo wychodzi z takiego wypasionego biura. Po chwili leżę na leżance, a nade mną stoi pielęgniarka ze strzykawką. Pytam “co to”. Podobno ma znieczulić. I faktycznie po chwili nie czuję, żebym miał nogę ![]()
Najpierw w ruch idzie pęseta. Lekarz wzbudza zaufanie i ruchy ma pewne, ale niestety pęseta nic nie daje… nożyce też. Chwyta za skalpel. Bezwarunkowo na ten widok wydaję z siebie jęk. Mają niezły ubaw, ale okazuje się, że on jest chirurgiem. Faktycznie ze skalpelem idzie mu bardzo sprawnie i po chwili łeb robala zostaje wycięty z mojej nogi. Przepisuje mi antybiotyk i wystawia rachunek 39 lirów. Mówię, że mam ubezpieczenie i że mogą to tak załatwić, na co oni przerażeni biurokracją mówią - “no problem, no money”. Mówią, żebym wpadł w piątek na oględziny. Pewnie wpadnę. W aptece kupujemy leki i ruszamy zwiedzać dalej. W nodze wraca mi czucie, trochę boli, ale nie jest tragicznie.
Postanawiamy zwiedzić pałac Topkapi. Wstęp - 12 YTL - wchodzimy.
Pałac sułtana to coś dużo większego niż siedziba chana w Bakczysaraju. Obłazimy dziedzińce, jest tam mała powozownia i wystawa chińskiej porcelany. Na mnie największe wrażenie robi zbrojownia. Mają tam parę mieczy zdobycznych na europejczykach.
Jeden jest tak ogromny, że mamy z Michałem wątpliwości czy ktokolwiek byłby go w stanie unieść - ma około 2,5 metra długości. Jest też kolekcja bardzo ciekawych strzelb. Zwiedzanie zajmuje chwilkę, więc głodniejemy (a przynajmniej ja) i ruszmy coś zjeść. Herbata jest doskonała, mój iskender kebap też niczego sobie. Najedzeni postanawiamy znaleźć meczet Suleymana. Idziemy przez kilka ciemnych uliczek, ale w końcu trafiamy. W środku największego meczetu w mieście prawie pusto. Jest już ciemno i jesteśmy tu jedynymi turystami. Niesamowity spokój. Robi na mnie wrażenie.
Wychodzimy i… gubimy się. Dochodzimy do czegoś co w ciemnościach wygląda jak akwedukt. Odwiedzamy sklep z gitarami, gdzie przymierzam się do 2 (piekielnie rozstrojone :). Na wszelki wypadek biorę na gościa namiary - może kupię przy wyjeździe. Gubimy się znowu, ale już mniej. Trafiamy na bardzo turystyczną okolicę z mnóstwem restauracji na powietrzu i przysiadającymi się do ludzi bandami muzykantów.
Jednej babce gość mało skrzypcami oka nie wybije, a drugi jej wali nad głową tamburynem. Ja bym raczej nie mógł tu jeść, a ona wydaje się być wniebowzięta. Po zgubieniu się po raz 3 nad brzegiem morza docieramy do hotelu. To był dzień! Niech żyje turecka służba zdrowia.
Nawigacja: poprzednia strona « » kolejna strona
Super się czyta!! Bardzo fajny opis podróży, aż się chce pojechać do Turcji. Szkoda tylko, że tak mało zdjęć….
osito1963 dodał komentarz 29 sierpnia 2007 o 11:37
Nieco więcej zdjęć znajduje się w podlinkowanej galerii. Zapraszam!
Greg dodał komentarz 29 sierpnia 2007 o 11:39
hej! jaki był m.w. koszt Waszej wyprawy w EUR? wydaje mi się, że operowaliście środkami w podobny sposób jak ja bym to zrobiła.biorę oczywiście poprawkę na różnicę dwóch lat..
BTW: relacja bardzo fajna ;), zdjęcia ludzi-szacunek :))))!
ola dodał komentarz 31 października 2007 o 18:03
Witam. Nie bylo to wiecej niz 300-350 euro (wraz z dojazdem). Nie pamietam juz w tej chwili, ale stawiam na okolo 300 euro. Wiekszosc cen jest w relacji, wiec latwo jest skalkulowac. Wez jednak pod uwage, ze mielismy maksymalnie budzetowy dojazd
Greg dodał komentarz 1 listopada 2007 o 12:03
no wiem;) mniej więcej w podobny sposob jechałam na Krym i dało rade!
Serdeczne dzieki za informacje. Mam nadzieje, ze moja relacja za pare miesiecy też bedzie taka ciekawa
ola dodał komentarz 1 listopada 2007 o 13:17
Powodzenia. Daj znac, gdzie bedzie mozna poczytac!
Greg dodał komentarz 1 listopada 2007 o 13:32