grzegorz.glowaty.net » Relacja z wyprawy do Turcji


Relacja z wyprawy do Turcji

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18

2005.10.13-14 Dzień 19-20 czwartek-piątek

Budzę się przed samą granicą. Każą wynieść wszystko z autobusu. Rumuńscy celnicy będą trzepać towarzystwo. Nas puszczają od razu. Nie mamy żadnych ubrań, a jeśli już to jakieś brudne :). Konfiskują towar jakiejś babuszce, reszta autobusu raczej bez szwanku. Ogólne odprężenie, kierujemy się na Bukareszt, który, jak zauważa Michał, znacznie lepiej wygląda w nocy niż w dzień, bo mniej widać. Krótki postój w siedzibie Murata i jedziemy dalej. Z autobusu wysiadają w kolejnych miastach kolejni pasażerowie, a do Suczawy, na dworzec dojeżdżamy tym wielkim autobusem już tylko my. Nawet drugi kierowca nas opuścił kilkadziesiąt kilometrów wcześniej. W Suczawie jesteśmy o 10 rano, dokładnie o 9:55, więc w moim wcześniejszych szacunkach pomyliłem się o 5 minut. Pytamy o autobusy do Czerniowiec, na co odpowiedź jest, że nie ma i tyle. Koniec rozmowy. Zaczepiają nas żebrzące cygańskie dzieci z matką. Ogólnie nieprzyjemnie. W końcu łapie nas jakiś gość i mówi, że jedzie do Czerniowiec. Mówię mu, że dam mu 10$ za nas obu. Zgadza się. Wsiadamy. Okazuje się, że jego VW jest przystosowany do przemytu rzeczy wszelakich, i że właśnie jeszcze jedzie tylko wylać 100 litrów benzyny, które właśnie przemycił z Ukrainy w ukrytym baku i bagażniku. Zajeżdżamy na jakieś podwórko i koleś sprzedaje te 100 litrów. Zlewają je przez jakąś rurkę. Po operacji (przydługawej) koleś mówi, że musi jeszcze zajechać po towar. Po chwili całe auto załadowane jest jakimiś stalowymi elementami (dosłownie całę, ledwo się tam mieścimy przygnieceni tym sprzętem), a on ani myśli jechać na granicę. Co prawda od początku mówił, że w Czerniowcach będziemy na 13, ale myślałem, że przesadza. Szuka kogoś, kto weźmie od niego połowę tej stali, żeby on mógł władować jeszcze jakieś żelastwa. W końcu znajduje, ale moje wkurzenie sięga zenitu. Umawia się z tym drugim gościem przed samą granicą i jedziemy. Gdy dojeżdżamy - gościa nie ma. Czekamy 10, 15, 20,… 40 minut i nic. Ciągle mu sugeruję, żeby pojechał dalej bo może się źle zrozumieli co do miejsca. Koleś w końcu daje się przekonać i faktycznie gość czekał przy wyjeździe, a nie przy wjeździe do miasta. Przesiadam się do drugiego samochodu i przez granicę przechodzimy przygotowani, z kartami imigracyjnymi. Celnik się dopytuje czy “aurum jest”, a ja mu na to, że pogoda (sobie myślę, aura), w Turcji była doskonała i pokazuje mu opaleniznę na rękach. Po trzech próbach pytania o “aurum” i po trzech odpowiedziach o pogodzie w Turcji wydusza coś o tablicy Mendelejewa a ja zaczynam kojarzyć, że chodzi mu o Au, czyli złoto. Nie mam!. Ukraińcy nie wykazali w ogóle zainteresowania stalą, którą przewożą goście, dolary włożone w paszport zrobiły swoje. Na granicy przeładowują towar do pierwotnego samochodu, a my przesiadamy się do tego drugiego gościa i on dowozi nas do Czerniowiec na dworzec autobusowy. Okazuje się, że jedyny autobus do Lwowa był o 13 z minutami więc się trochę przez ten przemyt spóźniliśmy. Na dworcu kolejowym okazuje się, że pociąg do Brześcia o 17:47 nie jeździ dzisiaj, bo jeździ co 2 dni i do wyboru mamy Lwów o 20:50 i Moskwę o 21:50. Tylko, że Lwów do Lwowa jedzie ponad 12h, a Moskwa 6, więc wybór pada na Moskwę i uderzamy na miasto. Urządzamy sobie niezłą ucztę za małe pieniądze i po godzinie na internecie (również za grosze) wracamy na dworzec. Do pociągu jeszcze 3h. Idziemy do bufetu, zamawiamy herbatę za 80 kopiejek. Pani bufetowa zamiast 20 kopiejek reszty, jak za starych dobrych czasów, wydaje mi 2 cukierki. Gramy w kupionego backgammona. O 21:50 pakujemy się do pociągu. W naszym przedziale jedzie jeszcze ukraiński energetyk z matką, pracujący w Pradze. Rozmawiam z nim bardzo długo i uświadamia mi, jak bardzo i oni, i my, jesteśmy zależni od Rosji w energetyce. Jest trochę rusofobem, na początku irytuję go, że mówię do nich po rosyjsku, nie ukraińsku czy po polsku. Kończymy rozmawiając mieszanką czeskiego z polskim. Parę stacji przed Lwowem nasi towarzysze wysiadają, a ja dostaję ekstra koc do nakrycia. We Lwowie jesteśmy o 3:25 zgodnie z rozkładem. Nagabuje nas jakiś taksiarz w celu zabrania do granicy za 30$, chyba oszalał. Dowiaduję się, że pierwszy busik jest o 5:20, więc czekamy. Na dworcu tłumy ludzi, jak w dzień. Dużo pijanych w sztok rekrutów armii. O 4:30 na przystanku do busika zaczyna się formować społeczna kolejka, więc też stajemy. Zimno jak diabli. Busik podjeżdża i od razu się kompletnie zapełnia. Ruszamy. Ma rozwalony albo nieistniejący amortyzator na kole, nad którym ja siedzę. Każda dziura to zapadnięcie się i uderzenie beż żadnej amortyzacji. Czuję każde wgłębienie i wyrwę we lwowskim bruku i mam wrażenie, że to auto się zaraz rozleci. Gadam, żeby nie myśleć o bólu od każdej dziury, z jakąś panią co jedzie do rodziny do Szczecina na 2 dni. Później nawet jakoś zasypiam. Granicę przekraczamy z tłumem mrówek. Celniczka każe mi otworzyć plecak i pyta się ile papierosów niosę. Ja jej na to, że nic nie mam a ona zdziwiona z niejakim wyrzutem, że przecież karton można. Jesteśmy w Polsce, jest 6:20 czasu polskiego. Dojeżdżamy busikiem do Przemyśla, dzwonię do taty czy będzie w mieście. Będzie za pół godziny. Robię Michałowi ekspresową wycieczkę - Przemyśl w pół godziny. Potem jedziemy do mnie wypić herbatę, bo pociąg do Krakowa jest po 9-tej. Odwożę Michała na dworzec i to koniec naszej wyprawy.

Nawigacja: poprzednia strona «

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18

6 komentarze(y) do “Relacja z wyprawy do Turcji”

  1. Super się czyta!! Bardzo fajny opis podróży, aż się chce pojechać do Turcji. Szkoda tylko, że tak mało zdjęć….

  2. Nieco więcej zdjęć znajduje się w podlinkowanej galerii. Zapraszam!

  3. hej! jaki był m.w. koszt Waszej wyprawy w EUR? wydaje mi się, że operowaliście środkami w podobny sposób jak ja bym to zrobiła.biorę oczywiście poprawkę na różnicę dwóch lat..
    BTW: relacja bardzo fajna ;), zdjęcia ludzi-szacunek :))))!

  4. Witam. Nie bylo to wiecej niz 300-350 euro (wraz z dojazdem). Nie pamietam juz w tej chwili, ale stawiam na okolo 300 euro. Wiekszosc cen jest w relacji, wiec latwo jest skalkulowac. Wez jednak pod uwage, ze mielismy maksymalnie budzetowy dojazd :)

  5. no wiem;) mniej więcej w podobny sposob jechałam na Krym i dało rade!
    Serdeczne dzieki za informacje. Mam nadzieje, ze moja relacja za pare miesiecy też bedzie taka ciekawa :)

  6. Powodzenia. Daj znac, gdzie bedzie mozna poczytac!

Wypowiedz się!