grzegorz.glowaty.net » Relacja z wyprawy do Turcji


Relacja z wyprawy do Turcji

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18

2005.10.11 Dzień 17 wtorek

Budzimy się około 8:30 i pakujemy. W sumie to ja się pakuję, bo Michał już jest dawno spakowany. Czas mamy do 10:00. Przy śniadaniu gadamy z Oyą, że chcieliśmy pożyczyć rowery i pojechać do Pamucak na plażę po tym jak wrócimy z muzeum. Nie ma sprawy. Zwiedzamy muzeum, jest tu wiele cenniejszych rzeźb i innych znalezisk z Efezu, które będą miały lepiej tu niż stojąc tam pod gołym niebem. Wstęp 4YTL. Mam wrażenie, że lepiej byłoby to oglądać na miejscu wśród ruin, ale w sumie kto by tego tam upilnował.

Michał jest mocno rozczarowany muzeum, a ja mile zaskoczony, widać mieliśmy inne oczekiwania. Wracamy do Homerosa po rowery. Oya wpuszcza nas na podwórko, gdzie je trzymają. Są w strasznym stanie. Wiele ma przebite koła, kilka nie ma tylnego hamulca albo manetek do przeżutek. Koniec końców wybieramy dwa, jeden bez tylnego hamulca, a drugi z bardzo słabym. Droga aż do morza jest płaska jak stół, więc nie powinno być problemów. Okazuje się już w drodze, że ten bez hamulca ma także odkręcający się lewy pedał. Po 4 reperacjach udaje się jednak dojechać. Plaża jest bardzo długa i kompletnie piaszczysta.

Do morza można wejść na 300 m od brzegu, a ciągle jest tak płytko, że nie kryje. 100m od brzegu woda jest mniej więcej po uda. Dziwne to morze. Pomyśleć, że kiedyś sam Efez był nad morzem, ale się nieźle zamuliło więc teraz morze jest tu, 10km dalej :). Na plaży z nudów zakopujemy mnie w piachu, tak, że wystaje tylko głowa. Dziwne to uczucie i przyciężkawo się wydostać :). Później przysypiamy trochę. Po wybudzeniu się (ciągle z dobytkiem :) ) postanawiamy wrócić do Homerosa. Zamieniamy rowery (ha!), żeby było sprawiedliwie. Teraz Michał ma po drodze kilka reperacji. Oddajemy rowery i zabijamy resztę czasu backgammonem.

Oya serwuje nam herbatę i miseczkę słonecznika. Oczywiście gratis, a tym bardziej to dziwne, że w sumie nie jesteśmy już oficjalnie ich gośćmi. O 18:30 załapujemy się na tradycyjne darmowe winko męża Oyi. W międzyczasie dzwoni do mnie Fulya (znajoma Turczynka), i mówi, że jednak nie będzie w Stambule, a jeśli będzie to… 2 dni za późno (wtedy jeszcze tego nie wiedziałem, ale zobaczyliśmy się dopiero 1,5 roku później… w Krakowie). Miała być w Kapadocji, ale nie znalazła koleżanki, a sama nie mogła i w końcu tam nie dotarła. Kiedy kończę rozmawiać wszyscy już na dole jedzą kolację, Oya woła nas na dach, gdzie znowu dostajemy darmową kolację, co jest już niewiarygodne do kwadratu. Nie wiemy skąd to specjalne traktowanie, może to sentyment Oyi do Polski i wspomnienia z wycieczki sprzed 13 lat (a może 15, sama już nie pamięta). Żegnamy się i znikamy na dworzec i wsiadamy do autobusu firmy Aydin (27,5YTL za osobę, bilety kupiliśmy rano). Może nie jest taki komfort jak w Pamukale, ale jest znośnie.

Nawigacja: poprzednia strona « » kolejna strona

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18

6 komentarze(y) do “Relacja z wyprawy do Turcji”

  1. Super się czyta!! Bardzo fajny opis podróży, aż się chce pojechać do Turcji. Szkoda tylko, że tak mało zdjęć….

  2. Nieco więcej zdjęć znajduje się w podlinkowanej galerii. Zapraszam!

  3. hej! jaki był m.w. koszt Waszej wyprawy w EUR? wydaje mi się, że operowaliście środkami w podobny sposób jak ja bym to zrobiła.biorę oczywiście poprawkę na różnicę dwóch lat..
    BTW: relacja bardzo fajna ;), zdjęcia ludzi-szacunek :))))!

  4. Witam. Nie bylo to wiecej niz 300-350 euro (wraz z dojazdem). Nie pamietam juz w tej chwili, ale stawiam na okolo 300 euro. Wiekszosc cen jest w relacji, wiec latwo jest skalkulowac. Wez jednak pod uwage, ze mielismy maksymalnie budzetowy dojazd :)

  5. no wiem;) mniej więcej w podobny sposob jechałam na Krym i dało rade!
    Serdeczne dzieki za informacje. Mam nadzieje, ze moja relacja za pare miesiecy też bedzie taka ciekawa :)

  6. Powodzenia. Daj znac, gdzie bedzie mozna poczytac!

Wypowiedz się!