grzegorz.glowaty.net » Relacja z wyprawy do Turcji


Relacja z wyprawy do Turcji

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18

2005.10.10 Dzień 16 poniedziałek

Budzimy się wcześnie rano z zamieram wyjechania na wycieczkę dolmuszami do Parku Narodowego Dilek. Śniadanie podaje nam mama Derwisza, bardzo miła starsza kobieta. Jak wczoraj, tak i dzisiaj, jest ogromne i pełne owoców. O 8 wyjeżdżamy do Kusadasi, cena oczywiście się nie zgadza z tą co podali nam wczoraj. W jedną stronę 2,75YTL. W Kusadasi wysiadamy w centrum i pakujemy się do kantoru wymienić trochę kasy. Chwilę dłuższą czekamy na dolmusza do Parku Dilek. W środku kombinujemy czy nie pojechać kawałka stopem (po kawałku dolmuszem), ale ostatecznie decydujemy się na dojazd do końca. Idziemy asfaltową drogą w parku ponad 7km w celu znalezienia wejścia do kanionu.

Po drodze mijamy pijamy pełne os drzewa, które całe buczą. Od tego nazywamy je “bukami” :). Później dostają jeszcze jedną nazwę - b-drzewa (od bee trochę z angielska, zresztą informatycy będą wiedzieć o co chodzi :) ). Kanion i jego ściany (około 300m wysokości) robią wrażenie, ale jest tam jeszcze więcej os. Są wszędzie. W końcu staje się - nadeptuję jedną z nich. Całe nadepnięcie trwa ułamek sekundy, ja jednak pamiętam dokładnie całą procedurę. Widzę osę zbliżającą się do, będącej właśnie w górze w trakcie marszu, lewej nogi. Widzę jak wlatuje pomiędzy mój duży palec i podeszwę sandała. Postawienie stopy jest nieuniknione bo jestem wpół kroku. I staje się. Aż podskoczyłem. I znowu kolejny raz podczas tej wyprawy siedzę na drodze i dłubię w nodze. Na szczęście nie ma żądła. Po 15 minutach boli ciągle, ale już mniej, więc mogę iść, na początku na pięcie, ale później z bólem, ale już normalnie. Jeśli chodzi o eksplorowanie kanionu to koniec. Zawracamy w celu spędzenia na plaży reszty dnia w parku. Plaża to naprawdę wielkie zaskoczenie. Długa, niemalże pusta. Woda najczystsza jaką widziałem dotąd w życiu. Pływam w wodzie, która mnie kryje, i to mocno, a mając głowę nad powierzchnią wody widzę dokładnie dno. Morze jest na tyle spokojne, że ryby widać doskonale. Gdy wychodzimy z wody znowu pojawiają się osy. Po chwili dookoła nas lata co najmniej 15. Ciężko założyć koszulkę, tak żeby mieć pewność, że nie ma pod nią osy.

Następną plażę zwiedzamy już tylko z oddali. Noga już nie boli, ale ciągle nieprzyjemnie swędzi. Wychodzimy na drogę i bez trudu łapiemy stopa. Niemiec i jego dziewczyna Turczynka. Oboje studiują w Niemczech na ostatnim roku medycyny. Są tu na wakacjach u rodziców dziewczyny w Kusadasi, już dwa z trzech tygodni. Rozmawiamy o wielu rzeczach, między innymi o koszmarnych cenach benzyny w Turcji (2.5YTL za litr). Podwożą nas na sam dworzec autobusowy, ale zajeżdżają za daleko, za płatną bramkę. Udaje im się jednak wyjechać bez płacenia. Stamtąd stopem do Selcuku. W pensjonacie wita nas jakaś kobieta. Okazuje się, że to Oya, siostra Derwisza. 15 lat temu była w Polsce w Krakowie z grupą taneczną. Pamięta bardzo dużo z tej wycieczki. Nie rozumie, jak w Polsce możemy jeść jajka na miękko i jajecznicę. Przekonuję ją, że możemy :). Gadamy jeszcze chwilkę, potem wychodzi coś robić za jakiś parawan. Po 10 minutach wraca i mówi: “Brother, close your eyes” i do Michała to samo :). Zamykamy. Otwieramy i naszym oczom ukazuje się jajecznica :))). Mówi, żebyśmy wpadli o 18:30 bo będzie serwować wino zrobione przez jej męża. Pijemy wino na tarasie, a później jest kolacja, której ze względu na jajecznicę wcześniej nie zamawiamy. Ja idę się kąpać a Michał zostaje w pokoju. Nagle wpada do łazienki i mówi, żebym się spieszył bo na górze czeka na nas kolacja. Okazuje się, że to gratis od serca od mamy Derwisza. Niewiarygodna i niesamowicie miła sytuacja. Jemy ją na tarasie w ciemnościach. Gdzieś w korytarzu mama Derwisza uśmiecha się i rozwiesza pranie. Michał idzie spać, a ja na chwilę na internet, a później do wspólnej sali. Holender, Amerykanin - architekt i Australijczyk rozmawiają o architekturze i o Gaudim. Te tematy mi nie podchodzą, więc zaczynam kolejną lekcję backgammona z Derwiszem. Gramy z półtorej godziny, 2 partie po 5 gier. Wynik 3:2 i 4:2 (w punktach) dla niego. Nieźle mnie złoił, ale się trochę nauczyłem. Podczas gry zaserwował piwko :). Idę spać.

Nawigacja: poprzednia strona « » kolejna strona

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18

6 komentarze(y) do “Relacja z wyprawy do Turcji”

  1. Super się czyta!! Bardzo fajny opis podróży, aż się chce pojechać do Turcji. Szkoda tylko, że tak mało zdjęć….

  2. Nieco więcej zdjęć znajduje się w podlinkowanej galerii. Zapraszam!

  3. hej! jaki był m.w. koszt Waszej wyprawy w EUR? wydaje mi się, że operowaliście środkami w podobny sposób jak ja bym to zrobiła.biorę oczywiście poprawkę na różnicę dwóch lat..
    BTW: relacja bardzo fajna ;), zdjęcia ludzi-szacunek :))))!

  4. Witam. Nie bylo to wiecej niz 300-350 euro (wraz z dojazdem). Nie pamietam juz w tej chwili, ale stawiam na okolo 300 euro. Wiekszosc cen jest w relacji, wiec latwo jest skalkulowac. Wez jednak pod uwage, ze mielismy maksymalnie budzetowy dojazd :)

  5. no wiem;) mniej więcej w podobny sposob jechałam na Krym i dało rade!
    Serdeczne dzieki za informacje. Mam nadzieje, ze moja relacja za pare miesiecy też bedzie taka ciekawa :)

  6. Powodzenia. Daj znac, gdzie bedzie mozna poczytac!

Wypowiedz się!