Relacja z wyprawy do Turcji
Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18
2005.10.05 Dzień 11 środa
Rano przyjeżdżamy do Antalyi. Początkowo mamy zamiar do Olimposu dojechać stopem, jednak okazuje się, że wydostanie się z milionowego miasta na obrzeża z plecakami to nie jest gra warta świeczki. Decydujemy się pojechać do centrum, żeby co nieco zwiedzić. Jestem kompletnie rozczarowany, centrum jest małe i nieciekawe. Zmykamy z powrotem na otogar, żeby złapać busa do Olimposu. Kosztuje 4YTL. Po długiej jeździe dociera na południe od Antalyi i zostawia nas przy głównej drodze. Dalsza jazda innym busem to kolejne 3YTL, a Olimpos jest 11km stąd. Złodzieje. Wiedzieliśmy o tym procederze i nie damy zarobić złodziejom ;). Postanawiamy dotrzeć stopem. Po krótkim marszu do skrzyżowania próbujemy kogoś złapać. Zatrzymuje się starszy Turek z żoną, którzy nie jadą aż do Olimposu, ale mówią, że podrzucą nas bo częściowo mamy wspólną drogę. Dobrze mówią po angielsku. Na skrzyżowaniu dróg, kiedy do Olimposu jest jeszcze kawałek Turek mówi, że zmiana planów, i że nas zawiezie na samo miejsce. Dowozi nas dokładnie pod bramę parku z ruinami (muzeum), na pożegnanie pipczy i macha. Szukamy kwatery, ceny są wyższe, niż się spodziewaliśmy. Znajdujemy bardzo fajne miejsce w domkach na drzewach (jak wszędzie w Olimposie) po 17YTL za osobę ze śniadaniem i kolacją (biorąc pod uwagę to, jak dobra była kolacja, którą tego wieczora dostaliśmy to dobry deal). Postanawiamy iść poleżeć na plaży. Stosując się do wskazówek Niemca z autobusu omijamy kasę muzeum idąć wyschniętym korytem rzeki. Plaża jest niedostępna, więc przez to wygląda naprawdę dziewiczo.
Położona wśród ruin Olimposu i w otoczeniu średniowiecznych warowni na skałach robi wrażenie. Jest już po sezonie, więc turystów nie ma za wielu. Leżymy chwilę, aż nagle zauważam dwie znajome postacie. To Tal i Nil, właśnie wrócili z przechadzki, a Nil wyjeżdża jutro, więc zamierzamy pójść w nocy piechotą do Chimery popatrzeć na ziejące z ziemi ognie. Wstępnie umawiamy się z nimi na wyprawę. Gdy wracamy do domku spotykamy… Lukasa i Karolinę. Dojechali tu ze wschodu wcześniej niż się spodziewaliśmy. Mówimy im o nocnej wyprawie, na co oni się przyłączają. Po powrocie rozkładamy się na poduchach na dole i popijamy herbatkę. Próbuję załatwić planszę do backgammona, ale nikt nie rozumie o co mi chodzi. Po chwili okazuje się, że powinienem pytać a taulę, bo taka jest turecka nazwa gry. Gramy aż do kolacji, która mnie miło zaskakuje. Zupa, spaghetti i smażona ryba. Wszystko pyszne. Gdy kończymy kolację przychodzą Tal i Nil, ale nie ma Lukasa i Karoliny. Tal idzie ich poszukać i po chwili wraca z nimi, ale są zmęczeni i jednak nie idą z nami. Ruszamy więc w czwórkę. W ruinach Olimposu straszne ciemności, noc jest bezksiężycowa, więc widać wszystkie gwiazdy. Droga mleczna na niebie jak na dłoni. Jak zwykle - jestem oszołomiony gdy widzę takie niebo. Po przejściu przez ruiny marsz plażą do Cirlali. Wchodzimy na jakąś drogę, która “prowadzi w kierunku”. Napotykamy tam grupę - rodzinkę Niemców - którzy nie mówią po angielsku i prosimy ich o wskazówki. Jakoś nas kierują. Potem zatrzymujemy jeszcze ciężarówkę z tym samym pytanie. W końcu trafiamy do podnóża góry, gdzie w środku nocy jest… kasa. 2YTL za osobę. Tal próbuje ściemniać, że nie wzięliśmy pieniędzy, jednak to nic nie daje, więc płacimy i zaczynamy półgodzinne podejście. Ognie faktycznie zieją prosto z ziemi, przeprowadzamy parę eksperymentów i… zdmuchujemy jeden “wieczny” płomień, jednak udaje się go ponownie rozpalić.
Droga powrotna jawi się trochę nużąca, więc Tal ni stąd ni zowąd pyta gościa, który przywiózł do ogni wycieczkę z Olimposu, czy możemy wrócić z nim. Gość się zgodził i wracamy rozklekotanym busem do Olimposu. Jazda trwa godzinę (tyle co piechotą) bo musiał jechać na około, ale się nie zmęczyliśmy. Gdzieś koło północy żegnamy Tala i Nila i wracamy do chatki na drzewie.
Nawigacja: poprzednia strona « » kolejna strona
Super się czyta!! Bardzo fajny opis podróży, aż się chce pojechać do Turcji. Szkoda tylko, że tak mało zdjęć….
osito1963 dodał komentarz 29 sierpnia 2007 o 11:37
Nieco więcej zdjęć znajduje się w podlinkowanej galerii. Zapraszam!
Greg dodał komentarz 29 sierpnia 2007 o 11:39
hej! jaki był m.w. koszt Waszej wyprawy w EUR? wydaje mi się, że operowaliście środkami w podobny sposób jak ja bym to zrobiła.biorę oczywiście poprawkę na różnicę dwóch lat..
BTW: relacja bardzo fajna ;), zdjęcia ludzi-szacunek :))))!
ola dodał komentarz 31 października 2007 o 18:03
Witam. Nie bylo to wiecej niz 300-350 euro (wraz z dojazdem). Nie pamietam juz w tej chwili, ale stawiam na okolo 300 euro. Wiekszosc cen jest w relacji, wiec latwo jest skalkulowac. Wez jednak pod uwage, ze mielismy maksymalnie budzetowy dojazd
Greg dodał komentarz 1 listopada 2007 o 12:03
no wiem;) mniej więcej w podobny sposob jechałam na Krym i dało rade!
Serdeczne dzieki za informacje. Mam nadzieje, ze moja relacja za pare miesiecy też bedzie taka ciekawa
ola dodał komentarz 1 listopada 2007 o 13:17
Powodzenia. Daj znac, gdzie bedzie mozna poczytac!
Greg dodał komentarz 1 listopada 2007 o 13:32