grzegorz.glowaty.net » Relacja z wyprawy do Turcji


Relacja z wyprawy do Turcji

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18

2005.09.25-26 Dzień 1-2 niedziela-poniedziałek

Po długim oczekiwaniu i nie mniej długich przygotowaniach Basia zawozi mnie na dworzec, na którym odbieram Michała obładowanego dwoma plecakami. Po krótkiej wizycie w kantorze i szybkim pożegnaniu z Basią lądujemy w busie do Medyki (2 zł), który napakowany jest powracającymi z Przemyśla mrówkami.
Gdy wysiadamy w Medyce niespodziewanie słyszę “Dzień dobry”, okazuje się, że busem jechała z nami Ukrainka, którą poznałem kilka dni wcześniej w pociągu do Krakowa, i którą wypytywałem o szczegóły przekraczania granicy. Świat okazuje się być mały i traktuję to jako dobry omen.
Po chwili jesteśmy pośród grupki “podróżnych” kłębiących się do odprawy paszportowej i celnej. Ja przechodzę gładko (co okaże się później problemem) a Michałowi chwilę schodzi. Dostaje w wyniku jakiś papier podpisany “karta imigracyjna”, z którym kompletnie nie wiemy co robić. Chyba chcą z Michała zrobić imigranta. Olewamy sprawę. Po drugiej stronie okazuje się, że wszystkie busy jadą do Mościsk, ale nam trzeba Mościska 2. Zagajam właściciela beemy, który z początku nie wie gdzie to, ale po chwili sobie “przypomina” i śpiewa 3hr od łebka za kurs. Ładujemy się z jakąś panią z tyłu i babuszką z przodu. Po 15 minutach i prawie jednym zmyleniu drogi przez kierownika be-emy jesteśmy na miejscu-dworcu Mościska 2 - miejscu nieużywanym :)
W Mościskach okazuje się, że pani w kasie będzie mogła nam sprzedać bilety dopiero gdy na dworcu pokaże się pociąg. 4 h jakie zostało nam do odjazdu spędzamy w barze na piętrze, gdzie czas “umila” nam beznadziejny program Polsatu sączący się z zawieszonego pod sufitem telewizora. Spotykamy tam Ukrainkę, która też jedzie do Czerniowiec, do rodziny, a na stałe mieszka w Krakowie. Do knajpy co rusz wpadają jacyś mundurowi na jednego lub dwa. Odnoszę wrażenie, że ten kraj trzyma się tylko dlatego, że wszyscy tu piją. Jest też dość liczna brygada miejscowych, którzy w tym barze mają jedyną rozrywkę we wsi więc siedzą i chleją całą niedzielę. Równo o 20:10 podjeżdża pociąg, kupujemy bilety (27 hr) i… musimy ciągle czekać, bo wojskowi nie wpuszczają nikogo na peron. W końcu dostajemy się do wagonu, zajmujemy miejsca, rezygnujemy z proponowanej pościeli na poczet śpiworów i udajemy się na spoczynek. We Lwowie dosiada się para Ukraińców, Pani próbuje wspiąć się na swoje łóżko przy pomocy naszego stolika, który się załamuje, więc rezygnuje z kaskaderki i w końcu wchodzi grzecznie po drabince. Zasypiamy, a przynajmniej staramy się. Strasznie trzęsie, ale jednak trochę śpimy, choć mam wrażenie miejscami, że nas zaraz wyrzuci z torów.
Chyba jednak trochę śpię, bo o 3:20 budzi nas “prowadnik” i oznajmia, że się zbliżamy. W międzyczasie w wagonie roztrząsany jest problem mojego braku “karty imigranta”, ale wszyscy zgodnie twierdzą, że jakoś “chyba wyjadę”:)
Na peronie łapie nas taksiarz z zapytaniem: “taxi? Suczawa?”. Po krótkim targowaniu ceny zawozi nas na dworzec autobusowy za 10hr/osobę (tłumaczą, że taniej nie będzie bo benzyna w rok podrożała z 2 do 4, co się mniej więcej zgadza). W drodze gaworzymy o tym jak mu źle, bo od kiedy Juszczenko zrobił rewolucję musi się zatrzymywać na czerwonym świetle, bo policja już nie bierze w łapę tak łatwo. Umieszcza nas w busie Griszy do Suczawy za 10$/os. Grisza obiecuje, że zdążymy do Suczawy na autobus Torosa o 7:00 i obietnicy dotrzymuje. W międzyczasie słuchamy ukraińskiego disco, przeżywszy pokaz aktorstwa Griszy, gdy niczym ruski mafiozo staje przed babuszkami z busa, które wiezie i wykrzykuje (z uśmiechem) “djengi! djengi! dawajcie djengi!” . Na granicy daje w łapę rumuńskim celnikom, a zaraz potem rumuńskim policjantom z drogówki i w Suczawie jesteśmy o 6:20.
Michał zostaje przy bagażach a ja idę się spytać o ceny do Murata i Torosa. Murat wychodzi za 53$ Toros za 55$ (cena w lejach ta sama, ale inny kurs przyjmują, nie chcą nic stargować). Stwierdzamy, że wybierzemy lepszy autobus i pojedziemy lepszym. Ale do 7:00 pojawia się tylko Toros, więc zakupujemy bilety i w drogę.
Droga jest monotonna, bo obszary Rumunii, przez które przejeżdżamy są monotonne. Od czasu do czasu mijamy podtopione podczas ostatniej powodzi tereny, ale obszar zniszczeń nie jest tak wielki jak podczas naszej powodzi z 97-ego, choć obraz nasuwa dokładnie takie same skojarzenia. Bukareszt, przez który przejeżdżamy to architektoniczny koszmar. Na naszej trasie nie ma dosłownie nic, co by mi się spodobało. Po krótkim postoju ruszamy o 16 w dalszą drogę. Po kilkudziesięciu kilometrach czeka nas długa przeprawa przez granicę z Bułgarią. Nic się nie dzieje, ale jakoś strasznie wolno idzie. Obok nas autobusy innych przewoźników. Robi się ciemno i przysypiam trochę. Budzę się, gdy autobus zatrzymuje się na krótki postój w jakiejś przydrożnej spelunie. Później budzę się już na tureckiej granicy. Kupujemy z Michałem i resztą załogi autobusu wizy po 10euro i staje się rzecz niewiarygodna - robią z nas mrówki. Każdy pasażer dostaje rachunek z wolnocłowego na zakup kilku butelek alkoholu, kartonów papierosów i cygar i rzeczoną zawartość w niebieskiej reklamówce. Autobus jest opóźniony i tak stoimy z “naszą” reklamówką i resztą rzeczy i czekamy na celnika. Ten zjawia się po ok. 40 minutach i bierze udział w tej farsie. Po wszystkim pakujemy się z powrotem do autobusu, a kierowcy zgarniają swój towar. Niezły muszą zbijać interes. Zaraz po pierwszym w życiu mrówkowaniu zasypiam, do Stambułu już niedaleko.

Nawigacja: » kolejna strona

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18

6 komentarze(y) do “Relacja z wyprawy do Turcji”

  1. Super się czyta!! Bardzo fajny opis podróży, aż się chce pojechać do Turcji. Szkoda tylko, że tak mało zdjęć….

  2. Nieco więcej zdjęć znajduje się w podlinkowanej galerii. Zapraszam!

  3. hej! jaki był m.w. koszt Waszej wyprawy w EUR? wydaje mi się, że operowaliście środkami w podobny sposób jak ja bym to zrobiła.biorę oczywiście poprawkę na różnicę dwóch lat..
    BTW: relacja bardzo fajna ;), zdjęcia ludzi-szacunek :))))!

  4. Witam. Nie bylo to wiecej niz 300-350 euro (wraz z dojazdem). Nie pamietam juz w tej chwili, ale stawiam na okolo 300 euro. Wiekszosc cen jest w relacji, wiec latwo jest skalkulowac. Wez jednak pod uwage, ze mielismy maksymalnie budzetowy dojazd :)

  5. no wiem;) mniej więcej w podobny sposob jechałam na Krym i dało rade!
    Serdeczne dzieki za informacje. Mam nadzieje, ze moja relacja za pare miesiecy też bedzie taka ciekawa :)

  6. Powodzenia. Daj znac, gdzie bedzie mozna poczytac!

Wypowiedz się!